Wydawnictwo Do

Marek Ryćko

Ostatnio wydane
Książki
Zapiski książkoroba
Piotrków nie tylko Trybunalski
Autorka
Wstęp
Spis treści
Opinie o książce
Cytryna
Człowiek i jego znaki
Ile kosztuje fotel burmistrza?
Największe miłości świata
Zbyt duża różnica płci...
SMS – Słowa Mają Siłę
Pani Magdo pani pierwszej to powiem...
Autorzy
Nasza firma
Informacje dla przyszłych Autorów

Wydawnictwo Do
Marek Ryćko
telefon: (0 22) 824 05 07
faks: (0 22) 824 05 02
e-mail: do@do.com.pl

Ostatnia aktualizacja:
29 listopada 2006 r.
godzina: 12:31

Zgodność ze standardami:

XHTML 1.0   CSS 2.1
 

Fragmenty książki

Przedstawiamy trzy rozdziały książki Anny Rzędowskiej „Piotrków nie tylko Trybunalski”.

Hołdy krzyżackie

Hołd to okazanie czci, uwielbienia. Hołd to również akt uległości składany zwycięskiemu lub potężniejszemu władcy przez słabszego. W dawnej Polsce hołd był ceremonią, w czasie której książęta mazowieccy, pruscy i hospodarowie mołdawscy przysięgali wierność Koronie, zobowiązując się przy tym do płacenia danin lub wspomagania – na wypadek wojny – pewną liczbą rycerstwa. Kronikarze wspominają o dobrowolnych hołdach, jakie składali Kazimierzowi Wielkiemu panowie brandenburscy i książę mazowiecki Ziemowit III w połowie XIV wieku. Liczni książęta ruscy składali hołdy Władysławowi Jagielle, a hospodarowie mołdawscy – czyli wołoscy – prócz wierności zapewniali Polsce siedmiotysięczne wojsko, pomoc dla handlu, coroczną dostawę czterystu wołów, stu koni, dwustu sztuk szkarłatu (cóż za skrupulatność!). Hospodarowie przyrzekli również nie pobierać ceł, nie budować zamków nad Dniestrem i osobiście przybywać dla ponawiania hołdu.

W połowie XV wieku Ziemia Chełmińska, wyłamując się spod władzy krzyżackiej, złożyła hołd Kazimierzowi Jagiellończykowi, co Jan Długosz opisuje jako akt dobrowolnego poddania się Polsce ziem pruskich. Kiedy po wojnie trzynastoletniej Pomorze wróciło do Polski, Krzyżakom pozostawiono tylko księstwo królewieckie, a każdy nowo obrany Wielki Mistrz miał obowiązek w ciągu 6 miesięcy dopełnić hołdu wobec polskiego monarchy.

W roku 1467 zjazd w Piotrkowie ratyfikował pokój toruński, zobowiązujący Wielkich Mistrzów do składania hołdów wierności Koronie. Pierwsze odbyły się właśnie w naszym mieście. A oto szczegóły.

1 grudnia 1469 roku konny orszak Wielkiego Mistrza Henryka Reuss von Plauen zatrzymał się u bram miasta. Powitani przez miejscową szlachtę i husarię, goście udali się do zamku. Ulice były zatłoczone – wszyscy piotrkowianie chcieli zobaczyć potęgę, która teraz ukorzy się przed polskim władcą. Na zamkowych schodach oczekiwali biskupi – chełmiński i poznański – by wprowadzić przybyłych przed oblicze króla. Gdy weszli, Kazimierz Jagiellończyk powstał z tronu i zbliżył się nieco, a wtedy Wielki Mistrz padł przed nim na kolana, prosząc o opiekę dla Zakonu i dla siebie. Następnie przemówił – w imieniu króla – Jan Latek z Brzezia, a wreszcie odbył się hołd. Ponieważ w Piotrkowie trwał sejm, wrócono do obrad, ale znalazł się czas, by wydać na cześć gości uroczystą biesiadę.

Rok później hołd krzyżacki zbiegł się w czasie z sejmem walnym. Na wieść, że do miasta zbliża się siedmiusetosobowy orszak Wielkiego Mistrza Henryka Reifflin von Richtenberg, starosta poznański z rycerstwem wyjechał przed bramę sieradzką, by powitać przybyłych w imieniu króla. Zanim jednak doszło do hołdu, minęło sporo czasu. Wreszcie, w obecności legata papieskiego i wszystkich senatorów, Wielki Mistrz ukląkł na stopniach tronu i powtarzał przysięgę po niemiecku, a biskup Oporowski tłumaczył ją zaraz na polski.

Nie należy sądzić, że Wielcy Mistrzowie chętnie i bez protestów spełniali powinność zagwarantowaną Polsce przez pokój toruński. Bywało różnie. W styczniu 1478 roku oczekiwano w Piotrkowie na przybycie Wielkiego Mistrza Marcina Truchsses; ponieważ się nie zjawił, wysłano ponaglenie przez specjalnego posła. Kiedy Truchsses przyjechał, nie od razu zdecydował się ukorzyć przed polskim królem – korzystał przecież z glejtu gwarantującego mu nietykalność. Hołd złożył dopiero w październiku 1479 roku. A później znów były kłopoty, bo podczas sejmu walnego nie zjawił się w Piotrkowie Wielki Mistrz Fryderyk. Cóż było robić – aby prawo mogło zatriumfować, postanowiono Krzyżaka nakłonić siłą (!) do złożenia hołdu. Obradujący w lutym 1519 roku sejm walny postanowił nawet, że należy wypowiedzieć Zakonowi wojnę za opieszałość i lekceważenie tego obowiązku.

Piotrków nie oglądał już więcej Krzyżaków. Ich hołdy zresztą mało komu kojarzą się z przeszłością naszego miasta – zwykle pamięta się ten najsłynniejszy, bo uwieczniony przez Matejkę, hołd złożony przez Albrechta Hohenzollerna w Krakowie. O piotrkowskich ceremoniach nie wspominają nawet encyklopedie staropolskie. No, cóż... Może nie to jest najważniejsze, czy jest o nas głośno, ale – czy to, co mógłby odkryć ktoś uważny, przemówi na naszą korzyść?

„Idź do kata!”

Dawno, bardzo dawno temu jedną z najostrzejszych i najbardziej złowróżbnych form zwracania się do osób niemile widzianych było: „idź do kata!”, „a bodaj cię kaci!”. Tymczasem – o czym mało kto pamięta – kat był ni mniej, ni więcej, tylko... urzędnikiem państwowym. Ale to specyficzny urząd; w wielu krajach dziedziczny – z konieczności, bo raczej nie darzono zaufaniem potomków kata i z rzadka dawano im szanse w którejkolwiek z innych profesji. Co prawda kat ukrywał twarz pod kapturem, ale i tak go znano, a na jego rodzinę spadało całe odium mrocznego procederu. Skoro tak, kat mógł – nie licząc się ze skrupułami ani z tzw. opinią publiczną – „dorabiać” sobie w sposób równie może niemiły, ale za to przynoszący dochód. Mógł sprzątać nieczystości z ulic, prowadzić zamtuz albo... parać się handlem. W tej dziedzinie miał szczególne pole do popisu – tylko u niego można było kupić smalec z wisielca (nieodzowny, gdy cierpisz na reumatyzm), kości czaszki (pomocne dla epileptyka) czy po prostu stryczek (na szczęście).

Ale to zajęcia uboczne. Podstawowe obowiązki kata polegały na wykonywaniu wyroków sądowych. Z pewnością nie były nudne ani monotonne; kat wieszał, palił na stosie, ucinał głowę (także ręce, nogi, język, a za szczególne bluźnierstwo również wargi), wyłupiał oczy, wykręcał poszczególne części ciała, łamał kołem, grzebał żywcem albo „tylko” przypiekał rozpalonym żelazem. Był niezbędny. Nie można przecież powtarzać sytuacji, głośnej swego czasu w kraju, że ukaranego śmiercią za złodziejstwo musiała powiesić... jego ofiara.

Dla jeszcze większego urozmaicenia widowiskowej przecież pracy kata, a może także dla zadzierzgnięcia bliższych stosunków między miastami, władze „wypożyczały” sobie nawzajem zakapturzonych fachowców – wiadomo o tego typu umowie między Lublinem, Opatowem a Sandomierzem (1428). Nie wiadomo natomiast, aby Piotrków kiedykolwiek uczestniczył w podobnym porozumieniu. Tutejszy kat zawsze miał pełne ręce roboty...

Nie wiemy dokładnie, kto wykonywał w Piotrkowie wyroki. W ogóle niewiele wiemy o tutejszym kacie. Ale wiemy przynajmniej, gdzie mieszkał. Obecna ulica Szewska nosiła kiedyś nazwę Rycerskiej i kończyła się kwadratową basztą wbudowaną w mury okalające miasto. W tej właśnie baszcie mieszkał piotrkowski kat – nie wiemy, czy stale, ale na pewno w roku 1629 (dowodzą tego dokumenty).

Trybunał Koronny zapewniał mu dużo pracy i to dosyć różnorodnej. Wyroki (jak już wiemy z poprzedniego rozdziału) były często wymyślne i za każdym razem indywidualnie dobrane, a przy tym wykonywano je w różnych miejscach. Jeśli skazany miał być ścięty (przypomnijmy: obosiecznym mieczem z uwieszoną na końcu kulą, aby cios był niezawodny, celny, bezbłędny i nie naraził samego kata na chłostę), działo się to na piotrkowskim rynku. Podobnie w przypadku kary pręgierza i publicznego palenia zwłok ad furcam – czyli na specjalnych rusztach. Do szczególnych atrakcji należało widowiskowe rozrzucanie lub wystrzeliwanie prochów straconego już skazańca „na cztery wiatry”. I to, i wieszanie odbywało się poza miastem; odległość nie stanowiła żadnej przeszkody dla gawiedzi spragnionej widowiska.

Skazany zazwyczaj sam zgłaszał się dla odbycia kary. Gdyby tego nie zrobił, jako wyjęty spod prawa narażałby się przecież na rodzaj samosądu, całkowicie dozwolonego w tym wypadku. Zdarzali się wprawdzie ryzykanci – uciekinierzy, ale wielu wolało raczej chłostę czy nawet natychmiastową śmierć z ręki profesjonalisty niż razy i płazowanie od bezimiennego mściciela.

Istniała wszakże szczególna szansa ocalenia głowy. Ponieważ trudno było pozyskiwać chętnych do wykonywania zawodu kata, skazany mógł prosić o wstrzymanie egzekucji – w zamian za co on sam już do końca życia będzie takowe wykonywał. Jak to mówią: skórka za wyprawkę...

Piotrków stolicą

Przypominanie o tym, że Piotrków był – krótko co prawda – stolicą kraju, trąci megalomanią. Ale że jest to historia ciekawa i, przyznajmy, osobliwa – warto o niej wiedzieć.

W roku 1807 Piotrków znalazł się w granicach Księstwa Warszawskiego. Do miasta przybyli żołnierze francuscy, stacjonujący tu po drodze na wschód. Kilka lat później wracali tędy spod Moskwy, sromotnie pobici... Zachował się dokument z roku 1813, mówiący o tym, że 5 lutego zakwaterował się w Piotrkowie rząd i konfederacja Księstwa. Razem z Radą Stanu przybył pełnomocny minister Francji, Edward Bignon. Lokalne władze zostały zobowiązane do pomocy ewakuującym się.

Niemal równocześnie z rządem przeniósł się do Piotrkowa książę Józef Poniatowski wraz ze sztabem i ośmiu tysiącami żołnierzy. Właśnie tutaj, 7 lutego, mianował księcia Jana Pawła Sułkowskiego generałem dywizji.

Korpus dowodzony przez księcia Józefa wyruszył nazajutrz do Częstochowy, ale rząd Księstwa Warszawskiego pozostał w Piotrkowie przez tydzień. Miasto, będąc siedzibą władz, stało się w ten sposób tymczasową stolicą kraju – a w każdym razie pełniło funkcję stolicy. Przejściowo i nieoficjalnie – ale jednak. Szybko o tym zapomniano.

Wiele, wiele lat później – juz w XX wieku – nagle zrodził się problem stolicy Polski. Po II wojnie światowej Warszawa była niemal zrównana z ziemią i pojawiły się głosy sceptycznie traktujące myśl o odbudowie ze zniszczeń. Głosy sugerowały, że Łódź ma się lepiej niż Warszawa, więc może by przenieść siedzibę władz do Łodzi... Aż dziw, że do sporu nie włączył się Kraków, znacznie wcześniej pozbawiony rangi oficjalnej stolicy. Cóż; Kraków po prostu nią był...

A Piotrków? Piotrków ma szczęście, że nie jest.