Wydawnictwo Do

Marek Ryćko

Ostatnio wydane
Książki
Zapiski książkoroba
Autor
Spis rzeczy
Piotrków nie tylko Trybunalski
Cytryna
Człowiek i jego znaki
Ile kosztuje fotel burmistrza?
Największe miłości świata
Zbyt duża różnica płci...
SMS – Słowa Mają Siłę
Pani Magdo pani pierwszej to powiem...
Autorzy
Nasza firma
Informacje dla przyszłych Autorów

Wydawnictwo Do
Marek Ryćko
telefon: (0 22) 824 05 07
faks: (0 22) 824 05 02
e-mail: do@do.com.pl

Ostatnia aktualizacja:
29 listopada 2006 r.
godzina: 12:31

Zgodność ze standardami:

XHTML 1.0   CSS 2.1
 

Wstęp do „Zapisków książkoroba”

Poniższy tekst jest wstępem Bogusława Jackowskiego do książki Andrzeja Tomaszewskiego „Zapiski książkoroba”. Wyróżnienia w tekście pochodzą od redakcji.

Jak układać sztućce na stole, jak je odkładać po skończonym posiłku, a jak w przerwie między posiłkami, w jakiej kolejności podawać wina, do jakich potraw wino białe, a do jakich czerwone, jaką temperaturę jakie wino winno mieć – to wszyscy wiedzą, a w każdym razie wszyscy wiedzą, że powinni wiedzieć, bo to przecież bon ton, savoir vivre!

Czy to nie dziwne, że savoir vivre nie odnosi się do słowa drukowanego, chociaż druk to też pożywienie, tyle że dla ducha? Nie to, żebym nie lubił zjeść i wypić, wyżej jednak stawiam strawę duchową i bardzo sobie cenię, gdy przyrządzona jest apetycznie. A wystarczy wejść do pierwszej lepszej księgarni, by zobaczyć zatrzęsienie wyrobów książkopodobnych: byle jaki skład, przymałe marginesy, fatalnie zaprojektowana i nieczytelna okładka, bezsensowny dobór rodzajów i wielkości pism, brzydkie ilustracje, okropna oprawa. Listę niedostatków można mnożyć. Ale stan wydawanych książek to jeszcze pół biedy. Drugie pół biedy w tym, że większość zdaje się nie zauważać problemu. Co to jest pismo szeryfowe? Czym się różni od bezszeryfowego? A w ogóle po co tyle różnych pism, przecież jest Times i Ariel (sic!)? To tak, jakby ktoś nie odróżniał makaronu od naleśnika i zastanawiał się, na co komu inne potrawy.

Czy to oznacza, że nikt już nie pamięta, jak się robi piękne książki? Byłby to sąd pochopny. Książka Andrzeja Tomaszewskiego, którą Państwo trzymają w rękach, pokazuje, że wbrew pozorom wielu jest takich, którzy starają się odpowiednią dać słowu literę i litery zgrabnie składać w słowa, a słowa – w książki. Andrzej jest jednym z nich. Do jego książek nie stosuje się stara facecja: „kochane dziatki, nie róbta tak, jak ja robię, tylko tak, jak ja mówię, żeby robić”. Andrzej wie, co to jest dobrze wykonana książka. Od wielu lat nadaje drukom elegancką formę, ongiś za pomocą czcionek metalowych, obecnie z użyciem komputera. I ma do tego dryg! Umie też pięknie i zajmująco opowiadać o świecie typografii, który go fascynuje, tak opowiadać, że jego fascynacja udziela się słuchaczom. Wiem, bo bywam słuchaczem Andrzeja.

Ta książka to nie tylko zbiór interesujących zapisków typografa. To również – a może przede wszystkim? – spotkanie z Andrzejem i z jego światem. Czytając zamieszczone w tym zbiorze eseje odnoszę wrażenie, że Andrzej siedzi obok i opowiada. Opowiada o typografii wytwornej – o rzetelnym edytorstwie, o tym, kto w Polsce, a kto na świecie nadobne pisma projektuje, o tym, jak z tym drzewiej bywało, o mistrzach tej sztuki, z których wielu miał okazję poznać osobiście, o pieczołowicie wydanych książkach, dawnych i współczesnych. Sporo tu także ciekawostek. Można się na przykład dowiedzieć o bójce krakowskiego drukarza sprzed 500 lat, o historii wygibasa &, zwanego ampersandem, i o innych mniej lub bardziej ważnych, a zawsze ciekawych, sprawach.

Opowieści te pozwalają mi wierzyć, że prawdę mówi tytuł jednej z nich: „czas mija, książki zostają”. Że wbrew proroctwom, które wysyłają papierową książkę do lamusa i wróżą wspaniałą przyszłość cudownemu dziecku, ekranowi komputerowemu, drukowane książki przetrwają, gdyż strawa dla ducha musi być należycie podana. Nie tylko kształt i układ liter się liczy, ważny jest również dotyk chłodnej okładki, szelest przewracanych stron...

Być może wydawnictwa wymagające szybkiej aktualizacji – zwłaszcza obszerne, takie jak informatory, encyklopedie, słowniki – zakończą niebawem swój papierowy żywot. Jestem jednak pewien, że druk przetrwa. Technologia się zmieni, materiały się zmienią, a piękne książki zostaną.

Zagorzali zwolennicy publikacji elektronicznych też znajdą w tej książce coś dla siebie, bo czy publikacje elektroniczne muszą być brzydkie? To, co można zobaczyć na przykład w internecie, sugeruje odpowiedź twierdzącą. A przecież zasady przygotowywania ładnych publikacji, czy to elektronicznych, czy to papierowych, są takie same.

O tych zasadach opowiada Andrzej w swojej książce. Czytając Zapiski książkoroba, można się nauczyć szacunku dla liter i nabrać dobrych manier typograficznych. A warto znać „bon ton drukarski”, dziś nawet bardziej niż dawniej, bo komputery zbłądziły pod strzechy i każdy z nas może w jakimś sensie stać się drukarzem.

Bogusław Jackowski