|
|||||||||||||||
|
| |||||||||||||||
Wydawnictwo Do
Ostatnia aktualizacja: Zgodność ze standardami: XHTML 1.0 CSS 2.1 | „Rzeczpospolita” o książce „Zbyt duża różnica płci...”
„Zbyt duża różnica płci...” to tytuł nowej, intrygującej książki Adama Hanuszkiewicza, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Do. Znakomity reżyser, aktor, dyrektor teatrów dzieli się w niej swoimi przemyśleniami na temat związków damsko-męskich. Hanuszkiewicz – znany z widowisk, które budziły równie dużo zachwytów, co głosów dezaprobaty – daje lekturę we właściwym sobie stylu: daleką od przeciętności. Niewielkie rozdziałki są zgrabnie zakomponowanymi powiastkami filozoficznymi, gdzie zdarzenia z życia wzięte podlegają uogólnieniu, a nawet mają szansę doczekać się nieco przewrotnego morału. Wszystkie opowieści wydają się tak mocno nacechowane autorską osobowością, że sprawiają wrażenie autobiograficznych. Wprawdzie szczerość twórcy, który od pół wieku konsekwentnie buduje swój publiczny wizerunek, może być łatwo poddana w wątpliwość, jednak nie brak w tekście i zaskakujących ekspiacji: Autor przyznaje się do wielu niedopatrzeń, np. w przypadku dzieci, dla których, jak twierdzi, nie umiał być odpowiedzialnym ojcem wychowawcą. Książkę czyta się jednym tchem, przede wszystkim z powodu umiejętności budowania anegdoty która trzyma w napięciu i prostą drogą zmierza do pointy. Autor unika jednak plotkarstwa. Wspominając swoje doświadczenia małżeńskie, rzadko wskazuje, którą z czterech żon ma akurat na myśli. W lekko drastycznych opowieściach – np. w opisie sporu dwóch dostojnych matuzalemów polskiego aktorstwa o to, która z panienek przyniosła do Krakowa francuską przypadłość [w książce jest mowa o miłości francuskiej] – nie ma wskazówek identyfikujących rozmówców. Wszelako na brak sławnych nazwisk w cytowanych wypowiedziach czy zaskakujących sytuacjach nie można się uskarżać. Książka ma czytelny układ, w którym nawet spis treści nie jest pozbawiony poetyckiego uroku. Nade wszystko są to jednak rozważania człowieka, który wiele przeżył, przemyślał i umie to ciekawie oddać w doskonałej polszczyźnie, nie zapominając o pikanterii. Śmiało mogę książce wróżyć równe, albo i większe, powodzenie jak poprzedniemu tomowi osobistych wspomnień mistrza Hanuszkiewicza – „Psy, hondy i drabina” (1990). Janusz R. Kowalczyk | ||||||||||||||